Supernowa w galaktyce

Maria Andrejczyk. Oszczepniczka, nagrodzona tytułem Odkrycia Roku i niespodziewanie druga w rankingu Złote Kolce, szturmem wdarła się na światowe salony lekkiej atletyki.

Niemal o sześć metrów poprawiła się w ubiegłym sezonie, w tym dołożyła równo pięć metrów. Tempo rozwoju walecznej dwudziestolatki z Hańczy Suwałki niejednego mogłoby zszokować. Maria Andrejczyk straszy już bowiem nie tylko rówieśniczki, ale i doświadczone rywalki. Sama śmieje się, że jej postęp nie jest czymś, czego się spodziewała. – Wyraźnie wystrzeliłam z formą. Sama się zastanawiałam, czy nie jest za wcześnie. Z drugiej strony, po co się ograniczać? Mam chęci, mam zapał. Idę za swoimi marzeniami! – nie boi się wielkich słów zawodniczka okrzyknięta „odkryciem roku”.

Praca zamiast przyjemności

Minione miesiące były dla Andrejczyk piękne, ale i trudne. Po drodze do czwartego miejsca w igrzyskach i wspaniałego rekordu Polski (67,11 z Rio de Janeiro – wynik ten dał jej pierwsze miejsce na światowych listach) zawodniczka sporo przeszła. Opłaciło się – w olimpijskim debiucie została najmłodszą kobietą, która przerzuciła granicę 67  m, a nowym typem sprzętu dalej rzucało od niej tylko 15 zawodniczek w historii. Nie obeszło się jednak bez wyrzeczeń.

– Roczny cykl przygotowań podporządkowałam wyłącznie igrzyskom. Poświęciłam im właściwie wszystko. Pomimo wielu problemów zdrowotnych po drodze – udało się! Wykonałam kawał dobrej roboty. Szczyt potężnej formy przyszedł niemal w odpowiednim momencie. Po finale, w którym od medalu dzieliły mnie zaledwie trzy centymetry, były łzy i smutek. Teraz pozostała już jednak wyłącznie sportowa złość. A ona daje mi motywację do dalszej pracy – podkreśla Andrejczyk. Robotę rozpoczęła od razu po krótkim urlopie w Tatrach. Już pod koniec października zameldowała się w Szczyrku, gdzie wznowiła treningi przed sezonem 2017. – Zamiast przyjemności i udziału w gali Złote Kolce, wybrałam ciężką pracę podczas obozu górskiego. Mam nadzieję, że jej efekty zrekompensują mi niedosyt, jaki pozostał po tym sezonie – tłumaczyła.

Sukcesy dodały skrzydeł

Oszczepniczka zaskarbiła sobie sympatię. – Ludzie lubią niespodziewane sukcesy, szczególnie w imprezach tak dużej rangi. A Majka z jej rekordem Polski i czwartym miejscem wyskoczyła jak filip z konopi! – śmiała się równie lubiana przez kibiców Joanna Jóźwik. W przypadku Andrejczyk duże znaczenie miały również zdrowy dystans do rzeczywistości i pracowitość. – Jestem z niej dumny. Świetnie odnalazła się w nowych okolicznościach, chociaż często wymagało to od niej cierpliwości i siły ducha. Jej osiągnięcia są rewelacyjne, dodają skrzydeł – komplementował podopieczną trener Karol Sikorski. Czy on i Andrejczyk – tak jak Anita Włodarczyk i Krzysztof Kaliszewski – utworzą duet idealny?

Autor: Joanna Rudnik, Przegląd Sportowy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

“Jestem Polką i w duchu noszę chęć pokazania jak silny naród reprezentuję”